Skip to content

Wszystko, wszędzie, naraz…

Nowelizacja ustaw implementujących dyrektywę ECGT (EmpCo) wraca do UOKiK. Tak czy inaczej dyrektywa EmpCo zaczyna obowiązywać Polskę już od 27 września.

Jak wygląda sytuacja przedsiębiorców i czy to jest już ten moment, żeby na poważnie przyjrzeć się ryzyku green- i socialwashingu w Twojej firmie?

I czy aby na pewno to greenwashing jest naszym największym problemem?

Wyjaśniają:
mec. Agata Klima-Nowak i Marta Kukowska z Robimy Lepszy Biznes

4 sierpnia 2026 r.

Co obejmuje polska nowelizacja ustaw wdrażających dyrektywę EmpCo?

Projekt ustawy wdrażającej dyrektywę EmpCo nie tworzy nowego, odrębnego aktu prawnego. Zakłada nieznaczną nowelizację dwóch, obowiązujących już przedsiębiorców ustaw:

  • ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym – w zakresie zasad prowadzenia komunikacji i reklamy wobec konsumentów,
  • ustawy o prawach konsumenta – przede wszystkim w zakresie obowiązków informacyjnych dotyczących cech produktów.

Przypominamy, że każdy przedsiębiorca prowadzący działania komunikacyjne kierowane do konsumentów już od dawna musi przestrzegać właśnie tych przepisów.

Nowelizacja ma charakter literalny, czyli jest niemal identyczna z tekstem dyrektywy EmpCo (Empowering Consumers).

Co się tutaj dzieje?

Wiemy, że nie wszyscy muszą być na bieżąco w temacie nowelizacji przepisów antygreenwashingowych, dlatego na początek krótki zarys sytuacji. W środę 29 lipca 2026 r. połączone sejmowe Komisje Gospodarki i Rozwoju oraz Ochrony Środowiska przeprowadziły pierwsze czytanie rządowego projektu nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym oraz ustawy o prawach konsumenta. Projekt wdraża unijną dyrektywę ECGT (Empowering Consumers for the Green Transition – dyrektywa 2024/825), zwaną potocznie dyrektywą antygreenwashingową lub dyrektywą EmpCo. Projekt nowelizacji  to druk nr 2799 z 10 lipca 2026 r.

Mimo obiecywanej wcześniej szybkiej ścieżki legislacyjnej projekt nie został skierowany do drugiego czytania. Posłowie odesłali go do strony rządowej, zwracając uwagę na kilka istotnych – w naszym odczuciu – kwestii (do których jeszcze wrócimy). Finalnie propozycje zmian trafiły do UOKiK, który jest odpowiedzialny za przygotowanie tego projektu. Jest jasne, że temat nie wróci do Sejmu na obecnym posiedzeniu, a posłowie zajmą się nim już (a może właśnie aż) po wakacjach, czyli we wrześniu. Jest to o tyle istotne, że dyrektywa ECGT zacznie obowiązywać 27 września.

EmpCo nie jest żadną nowinką – została przyjęta w 2024 roku, jej zakres był znany, a Polska miała czas na przygotowanie przepisów wdrażających i dostosowanie wewnętrznego porządku prawnego do wymogów dyrektywy. Ile tego czasu było? Całe dwa lata. Co ważne, nowelizuje ona dyrektywę o nieuczciwych praktykach handlowych (UCPD) z 2005 r., jeden z najskuteczniejszych instrumentów prawa konsumenckiego UE, który obowiązuje od bardzo dawna. Dodatkowo wiele wytycznych zawartych w EmpCo i tak już funkcjonuje na gruncie prawa polskiego.

I tu istotna kwestia, którą w naszym odczuciu warto przypomnieć: choć dyrektywa ECGT obowiązuje nasz kraj, to dopóki regulacje wdrażające ją nie zostaną przyjęte, przedsiębiorstwa nie mają obowiązku stosowania się do dyrektywy. Zatem nowelizacja i jej finalne przyjęcie (czyli podpisanie zmian przez Prezydenta RP i opublikowaniu tekstu podpisanej ustawy w Dzienniku Ustaw) jest kluczowe do tego, żeby w ogóle można było mówić o wynikających z tych regulacji obowiązkach dla polskich firm. I oczywiście niektórzy mogą twierdzić, że przecież „firmy mogły zacząć się przygotowywać wcześniej” – ale bez obowiązujących przepisów, nie muszą się do nich stosować, bo formalnie tego prawa nie ma.

Przeczytałyśmy wiele komentarzy o tym, że sprawy nowelizacji przyjęły nieprzewidziany obrót i że nieoczekiwanie temat wrócił do UOKiK. W naszej ocenie nie było w tym nic zaskakującego, a problem nie polega na tym, że posłowie mieli wątpliwości i projekt został zawrócony (tak na marginesie: dobrze, że tak się stało, bo to znaczy, że ten projekt w ogóle został przeczytany). Zgłaszane uwagi są w naszej ocenie zasadne – zarówno wątpliwości podnoszone przez posłów, jak i te, o których mówiła (bardzo przy tym projekcie aktywna) strona społeczna.

Kluczowe natomiast jest to, że regulacje są omawiane tak późno. Na wdrożenie dyrektywy mieliśmy całe dwa lata, a projekt trafia do Sejmu na dwa miesiące przed terminem! Tutaj może się jeszcze wiele zdarzyć i to zawsze powinno być brane pod uwagę. Tym bardziej, że to nie koniec legislacyjnej drogi przepisów nowelizacyjnych: przyjęty przez parlament dokument musi jeszcze podpisać Prezydent RP, który nie podpisuje przecież ustaw z automatu. I nie ma się co na to obrażać, bo w tym procesie każdy organ ma wykonać swoją pracę, czyli czytać i sprawdzać, czy dana regulacja ma sens i jakie są jej faktyczne koszty dla gospodarki i dla społeczeństwa.

Dlaczego to nie jest zaskoczenie?

Nie jesteśmy zaskoczone, bo obserwujemy polski system tworzenia prawa już od bardzo dawna. System ten – eufemistycznie rzecz ujmując – jest mało „user-friendly” dla polskich firm. Zmian regulacyjnych i nowych obowiązków jest bardzo dużo. Z reguły każda z nich wiąże się dla firm z jakimś kosztem. I chociaż wiele rzeczy systematycznie zmienia się w polskiej gospodarce i naszym życiu na lepsze, to sam proces tworzenia prawa w Polsce wciąż zmierza raczej w tę złą stronę.

W środę 29 lipca nie miałyśmy rozważań typu „ale jak to?”, raczej było to frustrujące „o, znowu!” czy (niestety!) „a nie mówiłyśmy?”. Żadna „szybka ścieżka”, tylko szara codzienność: czekanie do ostatniej chwili i stawianie firm przed faktem dokonanym. (Tak na marginesie: „szybka ścieżka” w procesie legislacyjnym nie istnieje. Z jednej prostej przyczyny – modelowy proces tworzenia prawa trwa i trwać musi. Dlaczego? Bo co do zasady prawo powinno być stałe i zrozumiałe dla wszystkich. Jeśli ustawodawca chce coś zmienić, to musi dać czas na poznanie nowej regulacji i jej wdrożenie. W życiu i w biznesie nic się nie dzieje z dnia na dzień i warto o tym pamiętać). To, że system tworzenia prawa w Polsce jest postawiony na głowie, jest powszechnie znane. Skutki tego problemu odczuwają i duże, i mniejsze firmy, te drugie często dotkliwiej. Nie powinno tak być, niemniej zastanówmy się, dlaczego tak jest.

Przede wszystkim mamy do czynienia z ogromną ilością stanowionego prawa, a w tym legislacyjnym gąszczu trudno się połapać. Prawo jest uchwalane bardzo szybko, co wpływa na jego jakość i generuje niejednokrotnie regulacje sprzeczne ze sobą, często w ramach jednego aktu prawnego (sic!). Prawnicy mają problem, by się w tym wszystkim zorientować, a co tu mówić o przedsiębiorcach! Co więcej, to szybkie tempo (nie będziemy tutaj już wnikać w to, czy wszystkie regulacje są nam naprawdę potrzebne) sprawia, że zmiany przepisów najczęściej nas zaskakują i mamy bardzo mało czasu na to, żeby się do nich przygotować. Dla polskich firm raczej nie powinno być nowością to, że na przepisy wdrażające dyrektywy UE muszą czekać do ostatniej chwili, prawda? Tak będzie również z wdrożeniem EmpCo.

Kolejna kwestia to fakt, że wdrożenie zmian regulacyjnych – zwłaszcza tych, które nakładają na firmy nowe obowiązki – niesie za sobą koszty: finansowe, organizacyjne i ludzkie. Często są one bardzo wysokie, a ponieważ regulacje pojawiają się nagle, to firmy nie mają przewidzianego budżetu ani na dodatkową obsługę prawną, ani na ich wdrożenie. Ponadto wspomniana już wcześniej ilość zmian w prawie polskim sprawia, że wiele firm nie jest w stanie śledzić ich na bieżąco i często nawet nie wie, że kolejne wchodzą w życie i ich dotyczą.

EmpCo to bardzo istotna regulacja, dotycząca twierdzeń środowiskowych i społecznych. Łączy wzmocnienie praw konsumentów i tematy związane ze zrównoważonym rozwojem. Jej celem jest lepsza ochrona konsumentów i systematyczne zwiększanie ich świadomości w zakresie zrównoważonego rozwoju przez zgodne z prawem, udowodnione i przejrzyste praktyki komunikacyjne. Firmy mają wnikliwiej przyjrzeć się temu, jaką tworzą komunikację i zacząć zbierać dowody na udokumentowanie swoich twierdzeń. Wdrożenie EmpCo to ważny proces, który daje szansę na poukładanie działań wewnątrz firmy, jakościowe podejście do zbieranych danych, przyjrzenie się partnerom biznesowym i spojrzenie na ESG w inny sposób. Wielka szkoda, że dobrze trzymające się złe praktyki stanowienia prawa na ostatnią chwilę dotykają, kolejny już raz, tak istotnego obszaru. Zrozumiałe jest też, że przedsiębiorcy mogą być sfrustrowani kolejnym aktem prawnym związanych ze zrównoważonym rozwojem. Tym bardziej, że przez ostatnie trzy lata mierzyli się z Omnibusem, systemem kaucyjnym, PPWR czy EUDR.

Co jest większym problemem: greenwashing czy vacatio legis?

Z wadliwą komunikacją w odniesieniu do środowiskowych i społecznych cech produktów i usług, czyli green- i socialwashingiem mamy do czynienia od bardzo dawna. Również od wielu lat obowiązują przepisy polskiego prawa, które ograniczają swobodę w tym temacie: zgodnie z nimi oraz regulacjami branżowymi nie można posługiwać się twierdzeniami – i nie dotyczy to tylko haseł środowiskowych – które nie mają uzasadnienia w faktach. Powinna o tym wiedzieć każda firma, która prowadzi komunikację z klientem czy z partnerami biznesowymi. To, w jaki sposób powinny być formułowane komunikaty i informacje dla klienta, jest określone od dawna. Komunikacja marki powinna być: prawdziwa, etyczna i zrozumiała. Mówią o tym nie tylko regulacje branżowe (w tym Kodeks Etyki Reklamy), lecz także obecnie nowelizowane przepisy. EmpCo nie odkrywa niczego nowego, a jedynie wzmacnia dotychczasową presję.

Problemem, i to zasadniczym, nie jest to, że firmy łamią standardy w komunikacji społecznej i środowiskowej, lecz to, że w Polsce zasadą stało się „zero vacatio legis”.

Vacatio legis to fundamentalna zasada prawa. To nic innego jak okres między ogłoszeniem ustawy a jej wejściem w życie. Innymi słowy: ustawa jest już uchwalona i opublikowana w Dzienniku Ustaw, ale jeszcze nie obowiązuje. Ten czas ma umożliwić przygotowanie się do nowych przepisów, co ma kluczowe znaczenie. Oznacza bowiem, że adresat ustawy ma szanse się z nią zapoznać i dostosować do jej wymagań.

W przypadku regulacji antygreenwashingowych dla firm, które po raz pierwszy o nich usłyszą (albo wreszcie zdecydują się do nich dostosować), zmieni się wiele. Zarządzanie komunikacją firmy czy marki – by była ona wolna od ryzyka i odporna na zarzut green- & socialwashingu – nie będzie już tematem tylko dla działów marketingu. Będzie to problem i odpowiedzialność całej organizacji. Kwestia ta będzie również dotyczyć relacji z dostawcami. Nagle może się okazać, że potrzebna jest współpraca i dialog pomiędzy różnymi osobami w firmie oraz samej firmy z jej partnerami biznesowymi. To duże wyzwanie dla wielu przedsiębiorstw – zarówno na poziomie merytorycznym, jak i organizacyjnym. Pamiętajmy też o tym, że wiele „zielonych” sformułowań już mocno weszło nam w krew, używaliśmy ich bezrefleksyjnie przez lata. Bardzo trudno będzie to zmienić. Dlatego też okres przejściowy powinien być dłuższy i była na to szansa – całe dwa lata…

UOKiK nie jedzie na wakacje

Połączone Komisje nie skierowały projektu do drugiego czytania, nastąpiło przerwanie prac, a rząd został zobligowany do ponownego przeanalizowania projektu. Dlaczego? Powodem były liczne uwagi zgłoszone przez przedsiębiorców i organizacje społeczne, dotyczące m.in.: braku vacatio legis, braku przepisów przejściowych pozwalających sprzedać produkty oznaczone według dotychczasowych zasad czy też kosztów wdrożenia nowych obowiązków, zwłaszcza dla MŚP.

UOKiK argumentował, że Polska spóźniła się z implementacją dyrektywy EmpCo i wobec kraju toczy się postępowanie o naruszenie wytycznych Komisji Europejskiej, dlatego projekt powinien wejść w życie jak najszybciej.

Nadal istnieje możliwość, że nowelizacja stanie się faktem przed 27 września tego roku lub w tym dniu. Zobaczymy. Najważniejsza chyba jednak jest refleksja nad tym, co zrobić, żeby ścieżki tworzenia przepisów w Polsce nie były „szybkimi ścieżkami”, tylko ścieżkami zgodnymi z zasadami prawa. Takimi, które dają firmom cień szansy na to, żeby solidnie przygotować się na nowe wymagania.

Jak zmniejszyć ryzyko green- i socialwashingu w swoim biznesie?

Nowe przepisy wdrażające dyrektywę EmpCo nie wprowadzają całkowicie nowych obowiązków, ale znacząco podnoszą standard odpowiedzialnej komunikacji. Aby ograniczyć ryzyko greenwashingu i socialwashingu, firmy powinny przede wszystkim oprzeć wszystkie deklaracje środowiskowe i społeczne na wiarygodnych, aktualnych i możliwych do zweryfikowania dowodach i konkretnych danych.

Każde twierdzenie – od hasła reklamowego po informacje na stronie internetowej czy opakowaniu – powinno mieć odpowiednie uzasadnienie i dokumentację.

Kluczowym krokiem jest przeprowadzenie kompleksowego audytu komunikacji. Powinien on obejmować nie tylko kampanie reklamowe i opakowania, ale także strony internetowe, sklepy internetowe, media społecznościowe, materiały sprzedażowe oraz współpracę z influencerami.

Należy zweryfikować, czy stosowane komunikaty są precyzyjne, spójne i poparte dowodami, a tam, gdzie ich brakuje lub przekaz jest zbyt ogólny, wprowadzić odpowiednie zmiany.

Firmy powinny również stworzyć wewnętrzny proces akceptacji deklaracji środowiskowych i społecznych, angażujący marketing, ekspertów ESG, dział prawny oraz osoby odpowiedzialne za produkcję, zakupy czy HR. Odpowiedzialna komunikacja przestaje być wyłącznie zadaniem marketingu – wymaga współpracy całej organizacji oraz dostawców danych i usług.

Równolegle warto budować repozytorium dowodów potwierdzających komunikowane działania, rozwijać kompetencje pracowników w zakresie ESG i nowych regulacji oraz na bieżąco monitorować zmiany prawne.

W praktyce najważniejszą zmianą jest odejście od ogólnych, atrakcyjnych sloganów na rzecz komunikacji opartej na faktach. Coraz częściej kluczowe pytanie nie będzie brzmiało „czy możemy to powiedzieć?”, lecz „czy potrafimy to udowodnić?”. To właśnie takie podejście pozwoli ograniczyć ryzyko prawne, finansowe i reputacyjne oraz budować wiarygodność marki. Jeśli zainteresowałeś się naszą perspektywą patrzenia na problem green- i socialwashingu albo masz inne tematy związane ze zrównoważonym rozwojem i ESG, z którymi chciałbyś się zmierzyć – zapraszamy do kontaktu i do dyskusji.

Dowiedź się więcej

+48 723 196 041